Aktualności Strona główna

Międzynarodowy Dzień Elektryki 2004

Warszawa, 21 czerwca 2004 r.

  

Szanse i zagrożenia polskiej energetyki po wejściu do UE

  

(wystąpienie senatora Jerzego Suchańskiego,
przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Restrukturyzacji Energetyki,
podczas sesji oficjalnej MDE 2004)

W imieniu Parlamentarnego Zespołu ds. Restrukturyzacji Energetyki chciałbym złożyć serdeczne gratulacje z okazji pięknego jubileuszu 85-lecia SEP, ale również przekazać podziękowania za dotychczasową działalność Stowarzyszenia Elektryków Polskich. W szczególności pragnę podziękować prezesowi SEP, profesorowi Stanisławowi Bolkowskiemu, za współpracę z Parlamentarnym Zespołem, podpieranie Parlamentarnego Zespołu ekspertyzami, stanowiskami merytorycznymi, profesjonalnym podejściem do problematyki energetyki. Opinie SEP były nam bardzo pomocne w momencie, kiedy prezentowaliśmy jednoznaczne, twarde stanowisko w zakresie pewnych przedsięwzięć rządu. Wydawało nam się - i chyba mieliśmy w tym względzie rację, że nie zawsze propozycje rządowe idą w kierunku oczekiwań i interesu polskiej energetyki, a nawet polskiej gospodarki. Chociażby w zakresie sprzedaży STOEN-u lub sprzedaży G-8 prezentowaliśmy jednoznaczne stanowisko wspólnie ze Stowarzyszeniem Elektryków Polskich, jak również Polską Akademią Nauk, która wspierała nas w prezentacji tego stanowiska.

Ostatecznie nie ma sprzedaży G-8, nie ma sprzedaży monopolu naturalnego, nie doszło do tejże sprzedaży i to nie ze względu na to, że Kulczyk czy ktoś inny miał ochotę kupić, tylko generalnie z tego powodu, że nie powinno się zaczynać restrukturyzacji polskiej energetyki od sprzedaży sieci, od sprzedaży dystrybucji i od sprzedaży dostępu do klienta. Takie stanowisko prezentowaliśmy, prezentujemy i będziemy prezentować.

Stąd też mnie osobiście bardzo cieszy to, co powiedział minister Jacek Piechota, że buduje się nowe założenia polityki energetycznej kraju, a raczej politykę energetyczną kraju, która w tym roku ma być zaprezentowana w Sejmie. Martwi nas natomiast to, że rząd jest na pozycji trochę chwiejnej i nie wiadomo jak długo się utrzyma. Martwi nas również to, że kolejny raz podchodzi się do energetyki w sposób partyjny, a nie w sposób merytoryczny. Zarówno do problematyki zdrowia jak i do energetyki powinno być zajmowane stanowisko ponadpartyjne. Energetyka nie jest przecież tylko dla takiej czy innej opcji politycznej. Stąd też nasz Parlamentarny Zespół prezentuje stanowisko wszystkich opcji politycznych, a prezentujemy je bardzo ostro i negatywnie, niestety. Bardzo często negatywnie w stosunku do pewnych przedsięwzięć, jakie są podejmowane przez rząd.

W tym miejscu powinienem na dobrą sprawę pochwalić ministra Jacka Piechotę, bowiem Ministerstwo Gospodarki i Pracy było jednym z sojuszników naszego Parlamentarnego Zespołu myśląc właśnie kategoriami odpowiedzialności za polską gospodarkę, przy prezentowaniu poglądów, jak powinna wyglądać restrukturyzacja polskiej energetyki. Niestety, na dzień dzisiejszy nie dorobiliśmy się jeszcze jednego źródła decydenckiego w zakresie energetyki. Mamy na dobrą sprawę trzy podstawowe i dwa pomocnicze źródła: Ministerstwo Gospodarki i Pracy, Ministerstwo Skarbu Państwa (którego się wszyscy prezesi spółek skarbu państwa obawiają, bo to jest właściwie głos decydujący o ich losie) i Ministerstwo Środowiska, które prezentuje i przygotowuje odpowiednie stanowiska w zakresie energetyki, zwłaszcza odnawialnej. Są także pomocnicze, choć nie decydenckie ośrodki, a jednak wpływające mocno na to, co bardzo można byłoby zepsuć bądź też poprawić w polskiej energetyce - jak Urząd Regulacji Energetyki i Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Z każdym z tych ogniw trzeba mieć, prawdę mówiąc, dobre stosunki, dobre układy, żeby się nie narazić i żeby później uzyskać albo dobrą taryfę, albo wyrobić sobie odpowiednią pozycję w walce z konkurencją, a także lepiej móc wykorzystać szanse i łatwiej poradzić sobie z zagrożeniami dla polskiej energetyki. Inaczej w tych sprawach było przed wejściem do Unii, a inaczej jest dzisiaj, gdy już znaleźliśmy się w Unii Europejskiej.

To, że zmieniły się prawne aspekty naszej przynależności, wcale nie oznacza, że tak z dnia na dzień coś się zmieniło. Nie ma co się też dziwić, że zachodnie koncerny energetyczne są przygotowane do konkurencji, bo już walczą o nasz rynek od wielu lat. Natomiast my w Polsce nie jesteśmy do tego przygotowani. Można ponadto mieć odczucie, że niektórzy urzędnicy jakby nie rozumieją tego mechanizmu. Zamiast pomagać naszym, polskim firmom to im wręcz przeszkadzają, a do tego jest małe zrozumienie co do istoty i roli polskich przedsiębiorstw energetycznych.

Było kiedyś rzucone bardzo dobre hasło przez jednego z wiceministrów odpowiedzialnych za energetykę w Ministerstwie Skarbu Państwa: tyle polskiej energetyki w Polsce, ile energetyki w Polsce. Ta różnica wyznacza pewien cel. Co my chcemy w Polsce osiągnąć? Jeżeli będziemy zmieniali nie tylko prawo energetyczne, założenia polityki energetycznej, to pytanie, jaki jest w tym cel? Czy celem jest sprzedaż sieci? Czy celem jest restrukturyzacja sektora wytwarzania i pomoc dla tych firm w tworzeniu odpowiednich warunków by wykorzystywały polskie surowce energetyczne? Czy ma być to rozbicie na tyle, aby uprawiać na polskim rynku energii wolną amerykankę i za wszelką cenę wychodzić przed orkiestrę, jeżeli chodzi o sprawy dyrektyw Unii Europejskiej?

Niedawno miałem okazję odpowiadać na pytania zagranicznych dziennikarzy zajmujących się sektorem energetycznym i analityką w bankach z sektora energetycznego; 25-ciu dziennikarzy z Unii Europejskiej gościło wówczas w Senacie. Niektórzy z nich po raz pierwszy przyjechali do Polski. Zadawali oni wprawdzie pytania merytoryczne, ale dało się wyczuć w tych pytaniach troskę o interes koncernów, które funkcjonują na terenie ich krajów, a nie troskę o interes polskiej gospodarki.

Zapytałem tych dziennikarzy, co ich zdaniem stanowi obawę tych koncernów energetycznych, które już są w Polsce lub tych, które chciałyby wejść na nasz rynek, a boją się tego z różnych względów, nie zawsze racjonalnych i nie zawsze prawdziwych.

Odpowiedź była prosta - z ich punktu widzenia przeszkodą jest za mała jeszcze prywatyzacja. Zapytałem więc, co chcą kupić w Polsce. Jeżeli elektrownie, to proszę bardzo. Nie było jednak chętnych. Jeżeli chcą natychmiast kupić sieci, to ja mówię nie, bo monopol naturalny każdy chciałby kupić i robić na tym interes. Natomiast jeżeli chodzi o sektor wytwarzania, tam gdzie zwrot nakładów jest dość odległy w czasie i gdzie trzeba rzeczywiście konkurować, to tam nie ma chętnych. Przykłady tego są doskonale znane: Elektrownia Kozienice, Ostrołęka, Dolna Odra. Mamy więc przykłady, które pokazują, że nie ma chętnych. Tymczasem naszym polskim elektrowniom, które borykają się z różnego rodzaju kłopotami, stwarza się dodatkowe problemy powodujące poczucie niepewności i sprawia, że czują się one jak bombowce, które miałyby latać w powietrzu bez osłony myśliwców.

Osobiście nie zgadzam się z polityką Ministerstwa Gospodarki i Pracy, jeżeli chodzi o konsolidację pionową czy poziomą. Uważam, że jeżeli na całym świecie, w całej Europie stosowana jest konsolidacja pionowa to, dlaczego my mamy być święci bardziej niż sam Papież i mówić, że u nas może być tylko konsolidacja pozioma? Jak więc przygotowujemy się do konkurencji z dużymi koncernami energetycznymi? Czy to znaczy, że jak je wpuścimy na nasz rynek to wtedy ceny będą niższe?

Miałem okazję rozmawiać w Brukseli z wicekomisarzem do spraw energetycznych. Pytało mnie o dwie rzeczy: kiedy w Polsce będzie wolny rynek energii? kiedy w Polsce będą budowane sieci transgraniczne?

Byłoby dziwne, gdyby pytał o to w interesie Polski. Pytano się oczywiście w interesie tamtych koncernów. Można się spodziewać ich ekspansji na nasz rynek, musimy więc między innymi i na to zwrócić uwagę. Jeżeli odpowiednio nie przygotujemy naszych polskich przedsiębiorstw do wolnego rynku to jak one sobie z tym poradzą? Czy my będziemy zadowoleni, że nasze firmy zaczną upadać, nasze kopalnie dalej będą upadać, a my będziemy tam z górnikami w kopalniach walczyć? Takie myślenie absolutnie jest nie do przyjęcia.

Ministerstwo Gospodarki i Pracy ma swoje cele, Ministerstwo Skarbu Państwa ma swoje cele, ale gdzie jest cel wspólny? To dotyczy każdego rządu. Dlatego polityka energetyczna kraju do 2025 roku nie powinna być wydumana przez urzędnika i zatwierdzona przez jakiegoś innego urzędnika. Ktoś potem broni tego wszystkiego jak Rejtan, bo za to odpowiada.

A gdzie jest całe polskie środowisko inżynierskie? Gdzie są nasi polscy naukowcy? Ja się bardzo dziwię, jeżeli Ministerstwo wychodzi z pewnymi propozycjami, podczas gdy środowisko polskiej energetyki mówi dokładnie odwrotnie. Jak więc należy to rozumieć? O co tu tak na dobrą sprawę chodzi?

Jeszcze jedna uwaga do spotkania z tymi 25-cioma dziennikarzami. Kiedy już przy kolacji zapytałem ich wprost jak to jest faktycznie w Unii Europejskiej, gdyż ja mam odczucie, że Francja lekceważy ustalenia, że Francuzi robią jak chcą, a tylko nas się ciśnie, żebyśmy respektowali dyrektywy, zaś my się jeszcze z tego cieszymy, gdy jesteśmy pierwsi. Jak to jest? Odpowiedź była taka dosyć dyplomatyczna. Powiedziano, że jest Unia Europejska i Francja. Tak mi odpowiedziano.

A więc mogłem dojść do wniosku, jakie powinno być nasze podejście. My też powinniśmy brać pod uwagę nie to, co jest dobre dla kogoś, ale to, co jest dobre dla nas. To jest przecież walka. Ja ją właśnie rozumiem w ten sposób.

Nawiązując do restrukturyzacji polskiej energetyki chciałbym podać kilka przykładów nie realizowania polityki rozwoju energetycznego Polski, wynikającej z jej założeń do 2020 roku. Co innego zapisano, co innego próbuje się robić, a jeszcze co innego się głosi. Wygląda to w ten sposób, że jeden minister w poniedziałek mówi: będzie tak, drugi zaś we wtorek mówi: nie, będzie inaczej, trzeci w następny poniedziałek znowu mówi: będzie tak.

Więc gdzie jest ta polityka? W końcu, na co my się tu w Polsce decydujemy? Odtwarzamy sektor energetyczny wytwarzania. Ładujemy w to środki w taki czy inny sposób, związany chociażby z porozumieniem z Kioto i porozumieniami, które, na dobrą sprawę, nie są obowiązujące. Przecież nie są ratyfikowane porozumienia z Kioto. My możemy je respektować, powinniśmy do tego dążyć, ale nie musimy. Nie wiadomo, jakie są potrzebne nakłady po to, żeby się z tego wywiązać.

Inni zapewne nie będą się z tego wywiązywać, ale będą szli do przodu, a my będziemy się wywiązywać, tylko kto za to zapłaci? Tamci? Inny przykład to budowanie linii energetycznych wysokiego napięcia, związanych ze sprzedażą, z bezpieczeństwem. Ładne hasło! To jest jednak wpuszczanie do Polski, a nie wypuszczanie z kraju energii elektrycznej. Mówienie o nadwyżkach mocy zainstalowanych to są tylko mity.

Jak się tak rozmawia w cztery oczy z dyrektorami, przy ognisku, gdzieś tam, z tymi, którzy się znają na energetyce, autentycznie się znają, to oni mówią, że to jest tak, jak z tymi samochodami wojskowymi, które wyjeżdżają z bazy jeden na jeden, to znaczy jeden wyjeżdża, a drugiego ciągnie.

Mamy wielkie elektrownie. Mamy wielkie zmodernizowane turbiny. Wynika z tego, że ich sprawność powinna być odpowiednio wyższa. Jest jednak inaczej, bo nie pracują one na optymalnym obciążeniu, bo są niedociążone. W związku z tym ich sprawność maleje. To jest doświadczenie, które zobaczyłem w jednej z elektrowni, gdzie prosiłem, żeby mi pokazano jak pracuje blok po modernizacji. Gorzej niż przed modernizacją. Komu to potrzebne?

Takich przykładów można przytaczać znacznie więcej. Jestem przekonany, że takim głosem, który ja tutaj prezentuję, mówi już coraz więcej ludzi z energetyki. Za to właśnie chciałbym podziękować Stowarzyszeniu Elektryków Polskich.

W skład Parlamentarnego Zespołu ds. Restrukturyzacji Energetyki wchodzi 62 parlamentarzystów wszystkich opcji politycznych. Przy Zespole działa grono 40 ekspertów z całej Polski, którzy też reprezentują wszystkie opcje polityczne. My nie patrzymy na to, czy dana osoba ma taką czy inną legitymację partyjną. Ja przedtem byłem w SLD, dzisiaj jestem tak zwaną „borówką” i chwalę rząd za to, co robi dobrze, a ganię za to - i wtedy ganiłem również, co w naszym odczuciu jest niedobre. Ale jeżeli będziemy mieli dobrych ekspertów jeżeli SEP będzie nam pomagało tak jak do tej pory, to wierzę, że nie stracimy z pola widzenia tego, co najistotniejsze i nie zrobimy jakiegoś błędu, za który byśmy musieli mocno cierpieć, czego Stowarzyszeniu Elektryków Polskich i sobie osobiście życzę.

 Międzynarodowy Dzień Elektryki 2004 - relacja